Grzybowo, Zatonie, Dźwirzyno

Do morza ze Świdnicy mam daleko ale co tam.Kocham spacerować nad morzem, biegać, patrzeć  i nie ważne czy słońce czy deszcz. W tym roku prezent od dzieci , z okazji rocznicy ślubu- wyjazd nad morze wszystko opłacone i oczywiście posiłki wegetariańskie w Pensjonacie " Przystań".
Tylko obiady - na nasze życzenie, gdyż nie lubię być  " uwiązana" godzinowo. Było wspaniale a jak posiłki napiszę krótko i rzeczowo.Czy w następnych latach będziemy tam jedli?
Trochę czułam się jak na koloni, na stołówkę można było wejść gdy  pani zadzwoniła dzwoneczkiem. Pierwszy raz jak to usłyszałam , to nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.  Duży minus - brak toalety!
Białe obrusy, zastawa  i (sztućce- które wisiały na stelażu)- oceniam na dobrze.Obiad składał się z dwóch dań i napoju  w szklance. Cóż to było  w tej szklance- sok rozcieńczony  z wodą. Zawsze jedna Pani roznosiła wazy z zupą, ziemniaki, kotlety i surówki. Zupy można było zjeść ile chcemy-nie było ograniczeń. 
Pierwszy dzień = była zupa kalafiorowa- bardzo rozgotowana z ryżem+ drugie danie młode ziemniaki+ surówka z marchewki+ kalafior
drugi dzień = zupa ogórkowa z ryżem+ ziemniaki +krokiety z kapustą+surówka z kapusty kiszonej i marchewki( to był najlepszy obiad ).
Trzeci dzień=   zupa krupnik +ziemniaki +kotlet z kaszy+ surówka ( nie wiem marchew może seler). Drażniło mnie jadzenia" kasza z kaszą: , "kalafior  z kalafiorem" to tak jakbym jadła chleb z bułką.
NIE CHCE, MI SIĘ PISAĆ DALSZYCH DAŃ- napiszę o rybie,gdy powiedziano że będzie rybka   ja powiedziałam , że wegetarianie nie jedzą ryb, zrobiono kotlety z soczewicy.  Zdecydowałam się na rybkę, przeżyłam  szok- Panierki BYŁO WIĘCEJ NIŻ RYBY. Smak- nie wiem, czułam tylko ciasto. Panie kucharki muszą się jeszcze  dużo uczyć.Jak można w sezonie nie podać sałaty, pomidorów, rzodkiewki ,koperku i zielonej pietruszki! Jedzenie rozgotowane- nie jest ani zdrowe ani smaczne. Raz na stole zobaczyłam kiwi  i baton Grześka. Po co i na co?
A może tak kilka truskawek lub czereśni na talerzyku- wszak to był sezon na te owoce?  Sok  sztuczny z marketu- a może miłe panie woda z plasterkiem cytryny, nawet  sama woda.
Pozytywnie mogę powiedzieć- miłe panie kucharki, które nie wiedziały jakie jest menu nawet na następny  dzień. Może gotowały co im się przyśniło lub co zostało z poprzedniego dnia. Już wiem dlaczego było tam tak mało  ludzi? Obiad jadłam 10-15 minut, ciągle czułam, że muszę zjeść i wyjść, gdyż gdy chwilę dłużej rozmawialiśmy Panie zerkały z wymowna " minką" . Szkoda gdyż mogła to być fajna jadłodajnia. 
Czy tam wrócę? Jak myślicie? 












Do zobaczenia  za rok!
Zdjęcia T.M

2 komentarze:

  1. |Miałam takie same odczucia, dlatego w tym roku postawiliśmy na poszukiwania i opłacało sie. Mozna zjeść wegetariańsko w miejscach zupełnie niewegetariańskich! A szkoda, bo tylko psują opinie.!

    OdpowiedzUsuń

POLECANY POST

Pokrzywianka- potrawa z pokrzywy

Pokrzywa jest wspaniałą dziką rośliną, zdrową, łatwą w przygotowaniu i nic za nią nie płacimy. Mamy ją za darmo tylko zrywać i  zachwy...